numer telefonu:

4812 628 30 44

4812 628 20 09

Dział Współpracy Międzynarodowej
ul. Warszawska 24
31-155 Kraków
e-mail: dwm@pk.edu.pl
Sekcja Programu Erasmus
e-mail: erasmus@pk.edu.pl

FacebookLinkedInyt_logo_rgb_light
Studia pełne
Studenci międzynarodowi
STUDIUJ Z NAMI
Politechnika Krakowska ma w swojej ofercie różne kierunki studiów I i II stopnia. Sześć wydziałów oferuje studia w języku angielskim
Studia częściowe
studenci międzynarodowi
Studia częściowe
Politechnika Krakowska dysponuje szeroką ofertą studiów częściowych w języku angielskim. Mogą z nich skorzystać studenci uczelni partnerskich. Kursy takie trwają jeden lub maksymalnie dwa semestry.
Studia częściowe
Studenci PK wyjeżdżający do zagranicznych uczelni partnerskich
Studenci wyjeżdżający
Studentów zainteresowanych wyjazdem na wymianę (poza Programem Erasmus +) zapraszamy do śledzenia aktualności na stronie. Umieszczamy tam informacje o aktualnie prowadzonych rekrutacjach.

TJPU

Michał Dymek
student Politechniki Krakowskiej kierunku Technologia chemiczna

 

Ponoć stare chińskie przysłowie mówi: jeśli nie wiesz, co powiedzieć, powiedz stare chińskie przysłowie. Nauczony doświadczeniem - powiedziałbym raczej: jeśli nie wiesz, co powiedzieć, nie mów nic, tylko jedź do Chin. Bo warto.

Wyjazd rozpoczął się w grudniu od półgodzinnych rozmyślań – czy to konieczne, czy się uda, jak sobie poradzić w kraju, który dzieli od Polski kilka tysięcy kilometrów, z mityczną, internetową otoczką i milionami mieszkańców. Trzeba też mieć aktualny paszport, przygotować pokaźną liczbę dokumentów… Ale w końcu nie może być przecież aż tak źle?

I rzeczywiście – nie było. Nie było źle. Było wspaniale. Chiny zaskakują i zadziwiają na każdym kroku – i to już od pierwszego postawienia stopy na pekińskim lotnisku. Tam wszystko jest duże. Albo ogromne.

Tianjin Polytechnic University (TJPU) jest jedną z uczelni znajdujących się w kilkunastomilionowym Tianjinie. Teren, jaki zajmuje TJPU, trudny jest do objęcia wzrokiem. Dość powiedzieć, że przejście z jego jednego końca na drugi trwa około 30 – 40 minut, a z racji dużych odległości studentów – za symbolicznego 1¥ (ok. 60 groszy) – dowożą miniautobusy, przypominające nieco krakowskie, turystyczne meleksy. Całość dopełnia kilka jezior o powierzchni wystarczającej do zarzucenia z niewielkiej łodzi sieci rybackich, znajdująca się między nimi biblioteka (jak nam powiedziano – jedna z najdłuższych w Azji), niezliczone akademiki chińskich żaków, posterunek policji, kino, punkt medyczny i górująca nad wszystkim wieża, która, choć jeszcze w budowie, ma osiągnąć blisko 600 metrów wysokości.

Z powodu sporej liczby zagranicznych studentów, nie są oni kwaterowani z miejscowymi (których też jest całkiem sporo). Przy jednej z bram wjazdowych kampusu znajduje się 12 – piętrowy hotel studencki. Słowo ,,hotel” nie jest tutaj przypadkowe – warunki, które się tam zastaje, daleko odbiegają od zaniedbanego akademika. Krótko rzecz ujmując – łazienka w każdym pokoju, duże łóżka, telewizor (idealny do nauki chińskich tekstów piosenek) i klimatyzator, rzecz w zasadzie niezbędna już od ostatnich dni kwietnia. A mając za sąsiadów Niemców, Koreańczyków, Kazachów, Turkmenów, Rosjan czy mieszkańców wielu krajów Afryki, można powiedzieć, że wyjazd ten jest doskonałą okazją do poznania nie tylko kultury chińskiej, ale również zwyczajów z innych rejonów świata.

Biorąc pod uwagę rozmiar kampusu, szczęśliwie hotel ten znajduje się bardzo blisko wydziałów, na których odbywały się wykłady. Mieliśmy szansę na poznanie chińskiej historii i zwyczajów – choćby tradycyjnego wyszywania - podczas zajęć związanych z kulturą chińską, a także samego języka Państwa Środka, którym umiejętność przynajmniej podstawowego posługiwania się jest konieczna w tym kraju, ponieważ prawdopodobieństwo spotkania osoby posługującej się językiem angielskim jest odwrotnie proporcjonalne do odległości od uczelni. Analizując pod wieloma chemicznymi względami wodę z miejscowego jeziora, otrzymując i badając środki powierzchniowo – czynne, sprawdzając jakość powietrza czy odbywając praktykę pod skrzydłami wybranych wykładowców, wypełnialiśmy tygodniowy rozkład zajęć.

A co po zajęciach? Po zajęciach, a czasami między nimi, najważniejszym elementem dnia był obiad. Dwugodzinna przerwa, na którą udawali się studenci z całej uczelni. 3 stołówki. Trzypiętrowe. Na każdym piętrze kilka – kilkanaście stanowisk, prowadzonych przez różnych kucharzy, oferujących w niesamowicie korzystnych cenach różnorodne posiłki. Menu, oczywiście, w języku chińskim, przydaje się więc elementarna jego znajomość także i tutaj, choć tym, którym niestraszne kulinarne wyzwania, polecić można wskazanie losowego zbioru chińskich znaków palcem. Zostając w temacie, należy także wspomnieć o jedzeniu ulicznym, które przyjeżdża samo na 3 – kołowych motocyklo-kuchniach. Jest tanie, dobre i chińskie. Pojawia się w losowych punktach miasta, ale można mieć wrażenie, że jest wszędzie, pomimo ogromnej powierzchni Tianjinu. Grillowane mięso z kurczaka z kapustą pekińską, małże, bambusy, wszędobylski ryż, ananasy, truskawki i intrygujący inaczej w smaku i zapachu durian. Ten azjatycki unikat to jedna z rzeczy, których bardzo brakuje po powrocie.

Studia w Chinach to także okres atrakcyjny pod względem turystycznym. Tianjin znajduje się stosunkowo blisko Pekinu - podróż szybką koleją, pędzącą ponad 300 km/h, trwa około 25 minut. Na miejscu czekają na nas niezliczone zabytki i miejsca, które mają za sobą wielowiekową historię, jak i te bliższe czasom współczesnym. Wystarczy wspomnieć o olimpijskim kompleksie, Zakazanym Mieście, Świątyni Nieba, placu Tian’anmen czy fragmentach Wielkiego Muru na północ od stolicy Chin. Miejscem, do którego warto się wybrać, jest również nowoczesny pod każdym względem Szanghaj – z piękną panoramą i mnóstwem drapaczy chmur, w którym jednak wciąż zobaczyć można rusztowania z bambusa. W tak zróżnicowanym i bogatym pod wieloma względami kraju każdy, nawet najbardziej wybredny, znajdzie coś odpowiadającego jego zainteresowaniom.

Kończąc - wspomnieć muszę, z moralnego obowiązku, o samych mieszkańcach Chin. Są to ludzie niesłychanie pomocni, uczynni i radośni – nawet jedna chwila podczas całego pobytu nie sprawiła, bym pomyślał inaczej. Można odnieść wrażenie, że chcą oni sprawić, abyśmy, jako obcokrajowcy, czuli się w ich kraju jak we własnym domu. I trzeba przyznać, że wychodzi im to znakomicie. Kiedy nie potrafią wytłumaczyć drogi, jaką należy pokonać do danego miejsca, zaprowadzą tam osobiście, odkładając wszystkie swoje prywatne sprawy, które w danym czasie powinni załatwić. Sytuacja, w której zupełnie obca mi osoba spotkana na przystanku autobusowym, będąca w drodze do pracy, ochoczo decyduje się pomóc mi w znalezieniu poczty, będąc następnie tłumaczem już na miejscu i poświęcając na całą ,,wyprawę” blisko dwie godziny, niewątpliwie na długo zapada w pamięć. A to tylko jeden – nieodosobniony – przypadek. Zaryzykować można chyba stwierdzenie, że Chińczycy pomoc innym i życzliwość mają po prostu zapisaną w genach. Życzliwość, którą odczuwa się każdego dnia.

Uważam, że studia w Chinach to jeden z najlepszych okresów podczas studiów i w całym życiu. Dla każdego. Dla każdego, kto nie boi się kultury całkowicie odmiennej od tej, którą możemy spotkać w Europie. A bać się naprawdę nie ma czego.

Tego, że zamawiając hot doga kucharz potraktuje zamówienie dosłownie - też nie.

I nawet powietrze, tak słynne na całym świecie, w zestawieniach wygląda lepiej niż krakowskie.

 TJPU_1Fot. Najnowsza część miasta Tianjin